Ludzkość jest przereklamowana

Be yourself, don't take anyone's shit, and never let them take you alive!

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

“I'm an artist,” he stated. “I want everything.”


Tak więc leżę sobie w domu, w łóżeczku, otoczona setką chusteczek, tabletkami i kroplami do nosa. Ledwo co dycham, ale było warto.
Byłam na dniach młodych w Gryficach. Spaliśmy w podstawówce, na podłodze sali gimnastycznej. Razem z Koleżanką i bardzo-upierdliwą-koleżanką-w-którą-byłam-wpatrzona-a-teraz-mam-jej-bardzo-dosyć, którą będę nazywała... emm... będę nazywała Pasożytem spałyśmy po koło siebie, a obok nas była reszta dziewczyn, mn. Dżulia, która jest fajna, ale jakoś się z nią nigdy nie trzymałam. Pomijając święta zeszłego roku, kiedy razem atakowałyśmy znajomych ktorzy mieli jedzenie. W każdem razie my spałyśmy po jednej stronie, a po drugiej byli facecie, czyli Kolega, Krzysiek, Idiota z mojej klasy, Viking i mój były chłopak. O matko, ale to okropnie brzmi. Plastkiowo i jakoś tak... do dupy. Dobra, powiedzmy że to Patryk... Jak już ogarneliśmy swoje miejsca do spania poszliśmy na plac, gdzie tańczyłam poloneza z koleżanką... Dobra, to bez sesu opisywać wszystko, więc opisze co mi się bardziej utkwiło w pamięci. Więc-na środku placu była fontanna, do której średnio inteligentni ludzie wchodzili (czyt. ja). Tyle że zawsze przechodziłam jakoś bokie, że ledwo co byłam mokra, a to głównie dla tego, że byłam chora, i nie chciałam się całkiem doprawić. Tylko oczywiście znalazły się bardzo życzliwe osoby, takie jak Viking, które postanowiły mnie tam wrzucić. Tak więc byłam cała mokra, od stóp do głów, włączając buty. Sama nie wiem jak zdjęłam z siebie na tym placu koszulke i chodziłam w samej bluzie. Próbowałam wysuszyć buty, z których dosłownie wylewalam wodę, ale coś i to nie wyszło. Jak tak sobie siedziałam na ziemi łapiąc słońce, to Patryk stwierdził, że nie wygodnie i położył mi się na kolanie... No swoją drogą, chyba nie wspominałam, że ma już dziewczynę. Ale dobra, późnij z całą ekipą i w mokrych butach poszliśmy na obiad, którego prawie nie tknęłam. Miałam go oddać Patrykowi, ale Koleżanka mnie wyprzedziła dając mu swojego kotleta, więc swoje jedzenie wyrzuciłam. Potem byłam na warsztatach pisarskich, które były dosyć dziwne. Kolacja jadłam już tylko z Patrykiem i Vikingiem, bo reszra gdzieś zniknęła. Wieczorem, jak się już ogarneliśmy tośmy się zjednoczyli i wszyscy byliśmy u chłopaków (jeszcze była Masło, o której wcześniej nie mówiłam, i dla rozwjania wątpliwości- to jest dziewczyna). Pogadaliśmy, powygłupialiśmy się... Patryk kilka razy prosił mnie, żebym koło niego usiadła, bo chciał mi coś powiedzieć. Zapytać się dokładniej. Tylko mnie, po cichu... No i oczywiście odmówiłam, i teraz strasznie żałuję. No może nie strasznie, ale żałuję. Przed 2 poszłyśmy (ja Koleżanką Pasożyt) do siebie, spać. Po chwili chłopacy przyszli do nas. Najpierw Patryk rzucił się na materac koleżanki, potem mówił, że wbije do mojego śpiwora . W końcu sobie poszli, a my zasnęłyśmy. Potem się obudziłam, akurat jak Dżulia szła po coś do plecaka, i zapytałą czy idę z nią do chłopaków. Poszłam, i nie pożałowałam Było genialnie... No do pewnego momentu. Dżulia zaczęła smyrać Patryka po nodze. Potem stwierdziła, że zmiana i on smyrał ją po ręce. Później Viking stwierdził, że będzie smyrał mnie. Dobra, to było dziwne. Na początku nie chciałam ściągać bluzy, bo mi było zimno, ale Patryk tak ładnie prosił, że się dałam namówić. Potem dawał Vikingowi lekcje na mnie, jak to robić, ale robił to o niebio lepiej. Po ponad godzinie Dżulia zapytała czy nie chce mi się spać, i potem stwierdziła, żebym się położyła przy nich i przespała. Najpierw niechciałam, ale się zgodziłam. Patryk co chwila pytał mnie czy śpię, a jak zrezygnowałam z odpowiadania stwierdził że "oow zasnęła. Biedna" powiedział coś jeszcze, i przykrył mnie pożyczonym kocem. Potem jak się obudziłam przyszli jacyć dwaj goście ze Szczecina, a ja wróciłam do siebie, gdzie nie zasnęłam, i niechcący obudziłam koleżankę. Już nie zasnęłyśmy. Jak się już ogarnęłyśmy to znowu poleźliśmy do nich. Położyłam się na Brzuchu Patryka, tak jak on zrobił to dzień wcześniej, o czym zapomniałam napisać. Cały dzień spędziliśmy w grupie. Najlepszy był koncert główny. Nakurwialiśmy pogo i w ogóle było cudnie. W sumie miałam na niego nie iść, ale Patryk mnie namówił. Pod koniec wszyscy skakaliśmy pod sceną krzycząc "Jezus". Perfekcja. Później wszyscy gdzieś zniknęli, a ja nie mogła znaleźć księdza. Było już po 23, i nie chciała iść przez ten okropny park. W końcu jednak znalazłam księdza i dotarłam do szkoły. Przeciągłam swoje rzeczy do rogu chłopaków. Miałam spać koło Patryka, ale Dżulia była bardzo zmęczona i tam zasnęła. Koło niego. Na jego ręce. Przy nim. O co ja przepraszam bardzo jestem zazdrosna!? Przecież go nie chciałam! Byłam chętna żeby go oddać, i jeszcze dopłacić, wiec o co mi teraz chodzi? Nie mam pojęcia. Od razu przypomniał mi się cytat z "The Dove Keeper". "Jestem artystą. Chcę wszystko".
Następnego dnia zamiast iść na msze poszliśmy na pizze. Pasożyt i Viking gdzieś się odłączyli, ku uciesze zgromadzonych. Zamiast tego przyłączyli się dwaj goście z innego miasta- Michał, i PJ. Chłopacy byli cudowni. Nosiłam pałecznki Michała (gra na perkusji). Złożyliśmy się na pizze, między czasie zrobiliśmy pentagram z butelek i grosików. Później rozdałam wszystkim kartki, na których kładliśmy pizze, a potem te poplamione tłuszczem i oliwkami podpisywaliśmy, i zabraliśmy ze sobą jako najcenniejszą pamiątkę. Jak szliśmy do toalety powiedziałam, że jest mi gorąco, a Patryk zaproponował że mnie rozbierze... Później już generalnie nic się nie działo, oprócz wielkiego, teletubisiowego uścisku pożegnalnego. No i pojechaliśmy do domciu. Prawie całą drogę spałam. Jak już wyszliśmy z autobusu to się oczywiście ze wszystkimi żegnałam, i powiedziałam do niego "pa" a on odpowiedział "Pa Norciu"...

No dobra, nie mam bladego pojęcia o co mi chodzi.
Ide czytać Dove Keeper'a.

Nuta: MCR- Mama
Tagi: ...
05.05.2012 o godz. 17:18



Lejdis end dżentelmens, dzisiaj dostałam pierwszą w swoim żywocie uwagę. Ta daam! Ale przynajmniej będzie o czym wnukom opowiadać, bo nie za jakieś gadanie na lekcji, jedzenie czy używanie telefonu. Za oblanie połowy korytarza wodą! Tak, to był lany poniedziałek (w czwartek). Tak, przez tą uwagę nie będę mogła mieć wzorowego zachowania. Tak, wciągnęłam w to Koleżankę, i kolegę. Tak, cała szkoła już wie. TAK BYŁO WARTO. YOLO! Zrobiłam to dlatego, że od około tygodnia mi groziła (chciała się zemścić za prima-aprilis) więc mając tego dosyć zadziałałam zgodnie z hasłem "najlepszą obroną jest atak". Może i przesadziłam, ale trudno.
Tagi: ...
04.04.2012 o godz. 20:33

I'm a fucking loser!


No a więc... po raz kolejny w swoim życiu stworzyłam potwora, który obrócił się przeciwko mnie. Zaczęło się kiedyś z kolegą, który dzięki mnie zaczął słuchać metalu, i chodzić na angielski. Byliśmy dobrymi przyjaciółmi, ale potem na lekcji angielskiego poznał kogoś nowego, i przeszedł na ich stronę mocy, a potem stawał przeciwko mnie. Potem Julka. Nie chodzi już z nami do szkoły, ale to nie ważne. Była nowa w klasie, i ja jako pierwsza (i chyba jedyna) do niej zagadałam. Potem przedstawiłam ją Koleżance, która całkowicie zabrała mi siebie i Julkę, i zaczęła mnie zupełnie ignorować. Ale potem Julka pojechała, i wszystko było po staremu. Z Mendą (ale dawno o niej nie pisałam) było tak samo- też zlepiły się na jakiś czas z Koleżanką, i w sumie nadal się do siebie kleją. No i na koniec- Osoba. Była loserem, bez kolegów, forever alone. No więc dobra ciocia Noraa musiała się Osobą zaopiekować. Przekonywała swoje środowiska, że Osoba jest fajna, że warta uwagi. Teraz kiedy cioci Norze poprzestawiało się w głowie, i przestała lubić Osobę, cała klasa stwierdziła, że jednak może miała rację, i każdy na kim mi chociaż trochę zależało zaczął się z nią zadawać.
Jeszcze lepiej- wczoraj Koleżanka napisała do mnie, czy się nie obrażę, jak nie będę mogła spać razem z nią na materacu na Dniach Młodych, bo to jedyna droga aby rodzice Osoby zgodzili się żeby jechała. Oczywiście nowe best-friendy idą na te same warsztaty, i sama nie wiem co jeszcze będą razem robiły.
Tak. Tak jestem Zazdrosna.
Pod drugie- "you never gonna be cool, so stop trying". Drogi Chłopaku. Było- minęło. Nie wróci. NIE nasyłaj na mnie koleżanek, żeby zapytały czy masz szanse, NIE wbijaj z dziwnymi tekstami, NIE udawaj, że mnie nie widzisz, a na następnej przerwie się łasisz, NIE każ swoim koleżanką opowiadać mi jak bardzo zdesperowany jesteś po rozstaniu (cytuję: jemu tak zaczęło odwalac jak z nim zerwałaś"). Mam nadzieję, że się rozumiemy. Buziaczki, Noraa.
Tagi: ...
19.03.2012 o godz. 22:21

medicines stoped working


Hmm... jakby to powiedzieć... Słowami Gerarda- "good old fashioned depression". Bez konkretnego powodu. Tak po prostu wszystko wydaje się takie bezcelowe. Najchętniej cały dzień spędziłabym sama w pokoju, z dala od społeczeństwa które tylko mnie denerwuje.
Nadużywam w myślach słowa "umrzyj".
Osoba niesamowicie zaczęła mnie wkurzać. Sama jej egzystencja sprawia, że mam ochotę odejść na drugi koniec świata. Grr. Zniknij!
Pozdrowienia dla PANI MRÓWY która wstawiła mi 4- za notatkę na całą stronę, w której zawarłam wszystkie info z podręcznika... "Widocznie trzeba zaglądać do innych źródeł..."
W piątek jadę do klasztoru na cało nocne czuwanie. Z koleżanką... Miejmy nadzieje, że będzie ciepło...
Opublikowałam na forum moje opowiadanie (na 5 stron). Ludowi się spodobało! Matko jak się cieszę!

Nuta: Nirvana- Lithium
Ed sheeran- The A team
Tagi: ...
10.03.2012 o godz. 21:40

My gun shots seven different shades of shit. So what's your favourite color, punk?


Czy mówiłam już, że nienawidzę matmy? PÓŁ PUNKTA mi zabrakło do nędznej trójki!
"Wyremontowałam" sobie pokój. Tak, to oznacza, że zmieniłam miejsca kilku plakatów, a kilka z nich wymieniłam. Teraz na środku jest taki wieeelki z MCR, i musiałam pozbyć się paru Szpaków, ale było warto.
Będę punkiem. Nie tak realne, ale w przedstawieniu. Emo Julka, Punk Romek, Sweet Benwolio, i (prawdopodobinie) Nerd Parys. Chociaż szkoda tak niszczyć nowego kolege na nerda. W każdym wypadku, Romek i Julka mieli już pierwsze przymiarki, i wszystko zmierza w dobrą stronę. Ona ma krótką czarną spódniczkę, z różowym tiulem u dołu, czarną bluzkę, pasek z Hello Kitty, czarne zakolanówki i trampki oraz wisiorek żyletkę. Oprócz tego bandamkę na ręce, czarną bluzę, z różowymi kocimi uszami i przypinki. No i oczywiści przemaluje (bibułą, albo jakimś lakierem) włosy na czarno z różowymi pasemkami, wyciapie oczy i paznokcie na czarno, a na nadgarstku zrobi sobie blizny pomadką. Ze mną sprawa jest mniej klarowna. Będę miała podwinięte spodnie w czerwoną kratę i glany. Tyle jest pewne na razie. Bluzkę prawdopodobnie sama sobie zrobię- na czarnej koszulce wielki czerwony znaczek Anarchii, albo napis "Punk's not dead!" Na to jakaś (chyba) bluza, i skóra- ramoneska. Do tego może jakieś przypinki, albo naszywki... Oczywiście pasek z łańcuchami. I rzecz jasna- nie może zabraknąć irokeza! Już mniej więcej próbowałam- w miarę wychodzi. Trzeba lakier do włosów suszyć suszarką, i nawet trybi. Jeszcze się walne jakieś pieszczochy i obrożę, to może nie będzie tak źle. Skombinuje się sztuczne koczyki, które włożę do nosa, do wargi i do ust... może sztuczne plugi? Do tego makijaż wyglądający na podbite oko, i niby szwy gdzieś w okolicach brwi... No, to może nawet zadziałać. Mam taką nadzieję.
Do środy właściciel błękitnych oczu nie pojawił się w szkole. Tego dnia zdobyłam jego nr, i napisałam w sprawie projektu (wcisnęłam mu jeszcze jedną rolę). I wieczorem zapytał mnie co jest zadane na czwartek. Napisałam mu, i podziękował. Tak więc w czwartek już przyszedł do szkoły, i został ze mną i koleżanką na przerwie, żeby rozebrać klasę z ozdób. Potem pożyczył ode mnie zeszyt z polaka... W sumie dzisiaj też go pożyczył.
Czemu osoby które kiedyś uwielbiałam tak niemiłosiernie mnie irytują!?

Nuta: MCR- The Sharpest Lives (uczę się tego grać na pianinie, a Mozart się w grobie przewraca)
Tagi: ...
17.02.2012 o godz. 23:16

You're never gonna be cool, so stop trying.


NIENAWIDZĘ MATMY! Wyprowadza mnie z równowagi i psuje mi życie. Z aktwności i zadań domowych dostaje PIĄTKI bo to UMIEM! A na sprawdzianach walą takie przykłady, że w domu mój taty siedział ponad dwie godziny, aż w końcy stwierdził, że ma wynik, ale w chuj się tego nie da zapisać układem równań.
Słońce jest zielone, Kasia nazwa się Andrzej, ile waży grzejnik?
Człowiek który stwierdził, że wszystko wychodzi lepiej gdy się AŻ tak bardzo nie starasz miał rację. Mam w tym wypadku na myśli właściciela wściekle błękitnych oczów... Wszystkie dziewczyny latają w koło niego jak w koło suki z cieczką, a ja tylko jestem. Nawet dziewczyny, którą są już sparowane się do niego zalecają- np. córka przyjaciółki mojej mamy zaczęła nosić trampki, żeby mu się przypodobać (chociaż moim zdaniem one wyglądają jak jakieś rolnicze kalosze, z całym szacunkiem). W każdym razie on ma to wszystko w głębokim poważaniu i zdaje się nie zauważać stada rozbieganych dziewoi u swego boku.
Dzisiaj na przerwie wpadło mi do głowy jakieś zdanie pasujące do mojego opowiadania (a teraz każde zdanie jest nie lada wyczynem, bo się totalnie jakoś zablokowałam), więc uradowana zapisałam ja w zeszycie z opowiadaniem (który noszę ze sobą praktycznie wszędzie). No i tak patrzałam w ten notatnik, i on wtedy podszedł, i zapytał co piszę. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, a on spytał, czy będzie mógł je kiedyś przeczytać. No więc- jak powiedzieć "nie", tak żeby nie zabrzmieć nieprzyjaźnie. A odpowiedź "nie" jest dosyć oczywista biorąc pod uwagę fakt, że piszę mn. o gejach...odpowiedziałam, że teoretycznie tak, a potem przyszedł nauczyciel... Później jeszcze zagadałam do mnie po kolejnej lekcji o kostce... I na matmie paczał... Ugh, albo mi się zdaję albo znowu popadam w jakąś paranoje/manie/ inną chorobę psychiczną. W każdym razie- nie obchodzi mnie to, puki jest dobrze, to jest dobrze (ależ wyfilozofowałam).

Nuta: MCR- Mama
Tagi: ...
11.02.2012 o godz. 00:35

Mean something, motherfucker


Wbrew pozorom wciąż żyję. Ba- mam się bardzo dobrze. Miałam ferie, podczas których kompletnie nic się nie działo. A potem wróciła szara rzeczywistość, i trzeba było iść do szkoły. Strasznej, złej, pustej, nudnej szkoły. Ale we wtorek, przyszedł do naszej klasy nowy chłopak. Szału nie ma, ale spoko chłopak. Nie znam go jeszcze zbyt dobrze, ale wydaje się fajny. I ma taaakie niebieskie oczy. Nikt w moim otoczeniu takich nie ma. I patrzał nimi na mnie na matmie... Dobra, stop trzeba się opanować. Szczerze- nie czuję się jakaś... bo ja wiem- zauroczona. Co to to nie. Po tym co ostatnio przeszłam nie mam zamiaru się zakochiwać. Jak się zakocham, to usiądę i poczekam aż mi przejdzie, albo w jakiś inny sposób wybiję sobie to z głowy. Never again. W sumie, to sama nie wiem... Nie chcę go dla siebie, i nie chcę też dać go innym. Excuse-moi, że traktuję go tak rzeczowo, ale to tylko takie... luźne rozważanie. Powracając do tematu- nie próbuję nawet mu się przypodobać, ale robię co w mojej mocy, żeby inne dziewczyny nie miały do niego dostępu. Ugh, zachowuję się jak zwierzę. No trudno. Przez ww powód nie przyjęłam do mojej grupy na projekcie laski, której on się podoba. A bo on jest ze mną w projekcie- nie powiedziałam... Sama go spytałam. No i walczyłam jak lwica, biegłam przez pół korytarza, tylko dlatego, żeby wyprzedzić inną dziewczynę, która chciała go zaprosić do projektu. I dałam mu książkę z niemca, bo miałam dwie... No i jeszcze, czytałam z nim tekst z niemca, na końcu którego on zwrócił się do mnie "Zawszę masz mnie" (za co żeńska połowa klasy zabijała mnie wzrokiem). A, i jeszcze pomogłam mu napisać z niemca... Nie za dużo tu niemca? Sama się sobie dziwie, bo nigdy go nie rozumiałam...
Wczoraj byłam w niebie.
Jakiś czas temu, zaczęłam sobie pisać w zeszycie opowiadanie. O niczym ciekawym, tak po prostu uczyłam się składać zdania... Z każdej strony spotykałam się z krytyką tego co robię, chociaż nikt nawet do tej radosnej twórczości nie zajrzał. Każdy pytał co robię, a potem stwierdzał, że to bez sensowne, idiotyczne i tylko marnuję swój czas. No ale jak to ja- dalej sobie bazgroliłam. Tak spędziłam część ferii, połowę lekcji i przerw. Ostatnio mieliśmy z polskiego za zadanie napisać opowiadanie- dalsze losy Skawińskiego (z Latarnika). Więc sobie popisałam, część nawet przepisałam z moich bazgrołów bo idealnie pasowała. Siedziałam przy tym od 16 do 22,30 i napisałam prace na 9 stron. Szczerze powiedziawszy- spodziewałam się, że pani się spodoba, moja praca, bo zawsze jej się podobają, ale powie tylko dwa zdania na ten temat, i tak się to wszystko skończy. Jakie było moje zaskoczenie, gdy stwierdziła, że jest to najpiękniejsza praca, jaką czytała ostatnimi czasy, pięknie użyłam wszystkich środków stylistycznych, idealnie trzymałam w napięciu i wplotłam nutkę dramaturgi, że zawarłam śliczny opis miejsca, i przeżyć, dodała całkowicie obce osoby, i całość jest tajemniczą, nie do końca wyjaśnioną sytuacją. Stwierdziła, że moja praca nadaje się do druku. Tak zaczęłam rosnąć z dumy, że myślałam że rozwalę sufit. Dostałam 6, i pani jeszcze trochę pogadała, że między moją pracą, a kolejną "dobrą" jest ogromna przepaść itd, itp. Potem poprosiła mnie, żebym ją przeczytała, a na koniec spytała, czy coś piszę, tak dla siebie. Przytaknęłam, a ona powiedziała, że to bardzo dobrze, bo się przy tym rozwijam, i powinnam to zwierać, bo może kiedyś uda mi się wydać (dobra, nawet ja nie jestem na tyle naiwna i zaślepiona, żeby w to uwierzyć), i stwierdziła, że jak będę chciała to mogę jej dać to do przeczytania... Taki pomysł średnio mi się podoba, bo opowiadanie jest np o... gejach (don't ask), więc...


Nuta: Mudvayne- Happy
Tagi: ...
07.02.2012 o godz. 22:38

And you can cry all you want to, I don't care how much
You'll invest yourself in me, we're not working out


Jest mi dobrze. Tak niewyobrażalnie dobrze. Dawno nie czułam się tak cudownie. Rysuje, gram na pianinie, wycinam, dziergam, plotę, piszę, maluję, tworzę. Stara ja powróciłam. Czasem tylko, jak słucham smutnych piosenek, to wszystko wraca... Dlatego ograniczam słuchanie takowych.
Ferie. W końcu ferie. Mam czas na to wszystko, czego nie nadążałam robić wcześniej... No- miałabym czas, gdyby nie znojoma, której jestem chyba jedyną koleżanką postanowiła, że nie spędzi tych feri w samotności. W związku z tym postanowieniem, od samego rana zasypuje mnie ogromem wiadomości typu "co dzisiaj robisz?" "nie nudzisz się przypadkiem" "mam propozycje"... Ja rozumiem, że niektórzy są napaleni, ale bicz, plis, moje życie nie kończy się na jednej znajomości. I to dosyć beznadziejnej. I teraz pozostaje kwestia tego, jak jej uświadomić to że mam jej dosyć, żeby się nie obraziła. Cóż- sugerowanie i ignorowanie nie działa. Jak przestałam odpisywać, to przyszła bez zaproszenia... Jak na każdą propozycje "porobienia czegoś" odpowiadałam "nie", to zaczęła okładać mnie miśkiem. No błagam dziewczyno, opamiętaj się!
Jestem w euforii, bo w końcu udało mi się wylicytować pierwszą płytę MCR! Hell yeah! Jutro przelewam kase...
Zaczynam czytać komiksy. Z racji tego, że na moim zadupiu nie mam możliwości zakupienia komiksu, muszę ściągać z dziwnych miejsc. Zaczynam od "Biologic Show" i "Kill your boyfriend". W brew pozorom, drugi tytuł nie był dobierany według mojej aktualnej sytuacji, tylko obie to pozycje zajmują czołowe miejsca u G. Way (tak, tak. to ten z MCR). "zabij swojego chłopaka" ma całkiem fajną okładkę, a w resztę się nie zgłębiałam. Czuje za to, że "biologic show" do końca zryje mi psychikę. Patrząc na którąkolwiek z ilustracji myślisz "oł... ble" albo przynajmniej stwierdzasz, że to dziwne. Nie niestety jest po ang, ale przeczytałam pierwszą stronę (co za osiąg!) bez zbytnich problemów. Dalej się nie zapuszczałam, bo stwierdziłam, że lepiej na noc takich rzeczy nie tykać...

Ps. Tak coś czuję, że nie długo walnę wydupczoną w kosmos interpretację piosenki, tak jak to zrobiłam z Chop Sue 574625 miesięcy temu.

Nuta: MCR- Honey, This Mirror Isn't Big Enough For The Two Of Us.
Tagi: ...
17.01.2012 o godz. 00:16

Don’t you breathe for me,
Undeserving of your sympathy,
Cause there ain’t no way that I’m sorry for what I did


Zrobiłam to. Już nie jesteśmy razem.
Sama nie wiem jak się czuję... Taka... pusta? Albo nie- wypełniona ołowiem. W każdym wypadku bardzo źle.
Przez dwa dni po długim weekendzie nie było go w szkole, a ja w tym czasie przeczytałam dziwne opowiadanie, pod wpływem którego miałam równie dziwny sen, i zdecydowałam że trzeba to skończyć. Nie wyznaczałam sobie daty, ani słów, jak za pierwszym razem. Poprostu stwierdziłam, że trzeba to zrobić- wcześniej czy później... No i dzisiaj- przyszedł już do szkoły. Nie poszłam pod klase, bo on miał lekcje naprzeciwko nas, zostałam pod salą koleżanki. Ale i tak przyszedł. Wymieniłam z nim zdanie czy dwa, i wdałam się w zażartą dyskusję z koleżanką. Tylko po to, żeby z nim nie rozmawiać, bo mi wyszło na złe. Jak koleżanka weszła do klasy, to popędziłam do innych znajomych z tysiącami pilnych informacji, które wymyślałam na poczekaniu. Pół wosu o tym wszystkim myślałam, ale tylko połową mózgu, żeby za dużo nie wymyślić. Parę minut przed przerwą dostawałam skurczów żołądka, trzęsłam się jak osika i jednym słowem czułam się okropnie. Mijałam go na korytarzu, ale tylko się uśmiechnęłam i poszłam pod klasę. Miałam nadzieję, że do mnie przyjdzie, chociaż nadal nie wiedziałam co mam powiedzieć. No i przyszedł, z Osobą... Ale po tym jak mnie przytulił wytęskniony ona gdzieś się zmyła... Cudowna sytuacja, pomijając fakt wspomnianego uścisku. No ale przecież nikt nie powiedział, że muszę to kończyć już teraz... Miałam jeszcze całą wieczność... Zaczął się ze mną przekomarzać, i stwierdził, że ja na pewno go nie kocham. A ja kiwnęłam głową. Tylko, że robiłam tak już setki razy, i nigdy nie miałam na myśli nic konkretnego... Przez głowę przebiegły mi tysiące myśli... Teraz albo nigdy, nie wiadomo kiedy taka sytuacja wydarzy się ponownie... Pomyślałam o tym, że przecież jeśli nie on, to nikt (bynajmniej w tym środowisku) mnie nie pokocha... Znowu będę sama. Zatęsknię za przytulaniem, trzymaniem kogoś za rękę... Ale przypomniałam sobie jak się czułam, jak mnie całował. Jak dziwka. Szmata, która się sprzedaje... Byłam na skraju załamania, nawet o tym nie pisałam, bo miałam wszystkiego dosyć... Nawet powstały nowe blizny na moim ciele w związku z tamtym okresem... Nie miałam pojęcia co mówię... Nadal nie wiem co powiedziałam... Pamiętam tylko, że na początku powiedziałam, że mówię serio, i to chyba naprawdę nie ma sensu... Potem jest czarna dziura w mojej głowie, i jego słowa "mi to nie przeszkadza" (bodajże mówiłam o tym, że nawet nie rozmawiamy, nie dzwonimy, nie piszemy, bo ja nigdy nie mam czasu) a ja odpowiedziałam, że mi to przeszkadza... Nie wiem czy coś jeszcze mówiłam, ale wiem że się do niego przytuliłam... Nie wiem, musiałam... Nie umiałam inaczej... Tak bardzo chciało mi się płakać, a nie mogłam uronić ani jednej łzy. Odwzajemnił uścisk, i mówił do mnie coś co miało mi pomóc się uspokoić, i coś w stylu, że decyzja należy do mnie. A ja nie odpowiadałam. Nie robiłam zupełnie nic. Serce waliło mi jak oszalałe... cała się trzęsłam... Prosił, żebym na niego popatrzyła, ale bałam się... W końcu spojrzałam... Nie jestem dobra w czytaniu z oczu, ale jego wzrok był jedną wielką niepewnością i strachem. Nie mogłam się już cofnąć... Zaczęłam kończyć, więc muszę ten koniec dokończyć. Powiedziała coś, czego znowu nie pamiętam, a on ponowie powiedział coś co było nie dosłowną prośbą o szansę... Pokiwałam przecząco głową i odeszłam... Szłam przed siebie, nie wiem do kogo... Tylko żeby odejść... Po chwili i tak wróciłam, bo przecież rozmawialiśmy pod moją klasą, ale jego już nie było. I znowu czułam się jak suka. Jakbym się nim pobawiła i wyrzuciła. Suka. Pół angielskiego pisała cokolwiek byleby nie myśleć, a drugie pół słuchałam muzyki i użalałam się nad sobą... Na następnej przerwie mieli lekcje koło nas, ale on się gdzieś rozpłynął... Za to przyszła do mnie osobą. Zapytała jak się trzymam. "okej". Nie wspomniałam o tym, że właśnie rozsypałam się na tysiące kawałeczków i czuję jak wywłoka... Osoba ma taki sam talent do pocieszania jak ja, bo całą przerwę pytała mnie dlaczego to zrobiłam, skoro było tak dobrze, co mam na myśli mówiąc, że jesteśmy z różnych światów, i czy to do mnie przyszło z dnia na dzień. Potem kazała mi się trzymać, i obiecała że przyjdzie na następnej przerwie. Lekcja mijała strasznie wolno- ale o ile nie zaczynałam myśleć nie było źle. Na następnej przerwie przyszła, ale mówiła już o innych rzeczach. Po dzwonku stanęłam pod drzwiami i stałam... Trochę się zamyśliłam, i pewnie zaszkliły mi się oczy. Zaraz przybiegła jakaś znajoma z klasy i zapytała co mi jest. Nic. A co ma mi być? Mi nigdy nic nie jest. Nalegała, że przecież widzi że coś jest nie tak, ale nic nie mówiłam. Za chwilę przyszła kolejna znajoma, kolejna, i kolejna. Zaczęłam się śmiać. Od kiedy się tak mną przejmują. Ostatecznie, jak nie chciałam nic powiedzieć przyszedł najbardziej gadatliwy, wesoły, miły etc chłopak z klasy zadając po raz kolejny to samo pytanie. Odpowiedź też była taka sama. No i zaczął gadać "Chłopak z tobą zerwał?" "Nie" "Masz niską średnią?" "Nie!" "Nie jesteście już ze sobą?" "Tak" "Ne będziesz miała feri?" "Nie!" "No to co!?" "NIE NIE JESTEŚMY JUŻ RAZEM!". No i wtedy przyszła pani, weszłam pierwsza do klasy zastawiając ich z szeroko otwartymi oczyma. Potem patrzyli na mnie pół lekcji jak na kogoś kto właśnie wyszedł z pokoju bez klamek... Potem musiałam iść pod iść klasę, żeby pożyczyć od Osoby klej, i oczywiście natknęłam się na niego... Zapytał czy możemy porozmawiać. No czemu nie. Odeszłam na bok od tego całego tłumu, a ona zapytał, czy nadal nie zmieniłam decyzji. Odpowiedziałam że nie, przeprosiłam, chociaż nie do końca wiem za co, i odeszłam niechcący potrącając go ramieniem...

Umieram

Nuta: MCR- Sleep
MCR- you know what they do to guys like us in prison
Birdy- Skinny love
Ron Pope- Drop in a ocean
Tagi: ...
11.01.2012 o godz. 21:29

A po obejrzeniu tego, co widzieliśmy, czy możemy wciąż żądać zwrotu naszej niewinności?


Żyję. Nie umarłam z przejedzenia.
Nie udało mi się wylicytować pierwszego albumy MCR. Grr. A taka byłam napalona!
Dostałam Guitar Hero, którego szczerze mówiąc nie ogarniam, ale na rozpracowanie tego przyjdzie czas. No i kostke z MCR. Fuck Yea!
Spędziłam baaardzo rodzinne święta siedząc z tyłkiem na kanapie, czytając na fonie dziwne opowiadania i udając, że mnie nie ma. Nieźle mi szło, swoją drogą.
Osoba napisała, że "jest między nami chemia". Konkretniej wspominałam, że gdyby nie chemia "(kółko chemiczne) to byśmy się nie poznały. No, więc stwierdziła, że jest między nami chemia. Lubie to określenie.
Nadużywam ";*". To jest takie słodkie, że aż mdli ( a może mnie mdli z przeżarcia....). Za każdym razem jak widzę w komunikatorze słowo "kotek", "kochanie" "misiu" etc, to mam ochotę rąbnąć łbem w klawiaturę... Bitch, pleas...
Umówiłam się na jutro (właściwie to na dzisiaj) z Osobą. "mój Misu" (o zgrozo, jak to pedalsko brzmi) stwierdził, że przyjeżdza razem z Osobą. Zapytał, czy może. A ja miałam go już dosyć, więc odpisałam, że "może, ale wolałabym nie". Coż, wkurzył się... Ale to miał być dzień mój i osoby, bez zbędnego balastu... No i niech się obraża... Jakoś się nie przejełam... Tak wiem, zła jestem. Ale ku mojemu niezadowoleniu się "odobraził" i dalej mi misiował, myszkował itd. Dobra, damy rade. Dobrze jest.

Nuta: Skylines And Turnstiles
Tagi: ...
28.12.2011 o godz. 00:21

Z okazji świąt Bożego Narodzenia, chciałabym wam wszystkim życzyć
NAWZAJEM
Tagi: życzenia
26.12.2011 o godz. 11:46

Od ostatniego posta zaszła we mnie drastyczna zmiana. Przestałam rozpaczać, jęczeć, stękać, marudzić, wymyślać, kombinować, przerysowywać sytuacje, powiększać problemy i szukać dziur w całym. Tak jak przypuszczałam- nie zerwałam z nim. Żyjemy sobie dalej w naszej krainie biedronek.
Na każdej przerwie idę do niego i Osoby, albo oni przychodzą do mnie. Przyzwyczaiłam się i jakoś mi bez nich nudno.
Dzisiaj zaniosłam im prezenty. Takie tam, symboliczne. Jak dawałam prezent Osobie, to mnie przytuliła. Szczerze- nie spodziewałam się takiego przejawu uczuć z jej strony. Zazwyczaj udawała, że zupełnie nic nie czuje... Ale jeśli tak ma je przejawiać, to jestem jak najbardziej za. Nie mieli nic dla mnie, ale Osoba zatrudniła mamę, która kupiła i przywiozła prezent dla mnie. Czy to nie urocze? Tak, ja sądzę, że to jest urocze.
Udziela mi się magia świąt. Chodzę i śpiewam "All i want for christmas is you" albo inne komercyjne gówno. Ale mi się taki stan podoba.
Coraz częściej zostaje uświadamiana przez różne osoby, że Osoba jest "dziwna", "głupia", "dziecinna" i inne tego typu epitety. Ale wytrwale nas bronie, i w kółko powtarzam, że ją lubie, i nawet jeśli taka jest to mi to nie przeszkadza. A przez to coraz więcej osób nie lubi mnie. Ale mam to głęboko w... poważaniu. Po co tłumy, skoro wystarczy mi do szczęścia kilka osób? Niech mnie nienawidzą.
Tagi: ...
22.12.2011 o godz. 19:14

They say you've been pleading


NIE MOGE! Jutro miał być dzień sądu ostatecznego. Miałam go zostawić, i odejść... Ale jak!? Ja się pytam- jak?
Dzisiaj- nieświadomie, wyjmując z kontekstu, powiedział że "jeśli go zostawię to się załamię, a wtedy jest w stanie zrobić dużo"...
Jestem załamana.
Tak, wiem że dramatyzuję, ale co ja mam zrobić!?
Błagam, niech mi ktoś pomoże...
Mam w dupie to, że wszyscy jego znajomi mnie znienawidzą, będą o mnie gadali, że cała szkoła będzie przez kilka dni tym żyła... Chcę świętego spokoju... Ale tak bardzo boję się, że go zranię...
NIE POTRAFIĘ!
No i ja się pytam- co mam kurwa zrobić!?

Nuta: Czesław Śpiewa- Efekt uboczny trzeźwości, krucha blondynka
MCR- Thank you for the venom
15.12.2011 o godz. 15:43

Make your choice


Wiedziałam! Wiedziałam, że w końcu stracę siłę i zwątpie.
Już nie wiem, czy na pewno chcę go zostawić... Tak się już jakoś przyzwyczaiłam do trzymania kogoś za rękę, opierania się o czyjś bark, rzygnia tęczą... Ale wciąż przerażają mnie wszystkie zobowiązania. Dalej kombinuje jak koń pod górkę, żeby do mnie nie przyszedł.
Za dużo narzekam. Mam jeszcze 6 dni na myślenie... Jak zostanie 1 lub dwa to się zaczne martwić. Narazie o niczym nie myślę.
Kupiłam limitowaną edycję płyty za 250 zł! Watro było. Niedługo zaczynam katorżnicze (jest takie słowo!?) tłumaczenie dołączenej książęczki.
Btw, mam jakieś natchnienie. Mam ochotę rysować, grać, pisać... Chyba sobie jutro zacznę skrobać jakieś opowiadanie.
Wczoraj dostałam mega głupawki. Najpierw chemica dawała nam jakiś dziwny płyn do wdychania, potem, po szkole spotkałam Osobę, i siedziałam z nią w klasie czekając na angielski. Później na chodniku, na głos zastanawiałam się czy niebo jest ładne... Potem śmiałam się jak głupia z tego, że zostawiłam u Osoby na ławce kartkę, na której były napisane godziny zajęć nowej grupy z angielskiego... Prawdopodobnie zostanę przepisana no lepszej grupy, i nie będę chodziła z hipokrytką... Yeeeay!

Nuta: MCR- Heaven Help Us
Tagi: ...
11.12.2011 o godz. 00:34

If you are true to yourself you can never go wrong


R z y g a m t ę c z ą.
Nienawidzę, gdy się mnie traktuje jak niemowle. Jestem dzieckiem, ale nie gaworze! I błagam, niech on przestanie na końcu każdego zdania stawiać "tak?"
Już praktycznie tydzień. Second tale. Został tylko jeden.
Tak chyba musi być... Idą święta... Nie mogę się wyspowiadać, i jeszcze tego samego dnia kłamać, że go kocham... Ale kurcze, nie mogę go też tak zranić przed świętami... Ale musze.
Aż mnie coś w żołądku ściska jak o tym pomyśle. Już się przyzwyczaiłam do rzygania tęczą, trzymania za rękę etc. Ale jeśli będę odwlekała, to nigdy tego nie zrobię.
Jest mi tak cholernie przykro, że go zostawie... On już planował wyjazd na koncert w maju, wspólnego sylwestra itd. A ja? Zachowam się jak suka i go wystawie. Przepraszam. Muszę.
Boję się też, że przez to odsunie się ode mnie Osoba. Zraniłam jej przyjaciela- już nic może nie być takie jak dawniej. Podejde do niej na przerwie, a Ten Chłopak będzie stał obok? To jakieś nierealne...
Kurwa.

Nuta: MCR- House of Wolves
Tagi: ...
08.12.2011 o godz. 17:29

Drain all the blood and give the kids a show!


"Jesteście razem?"
"Kręcicie ze sobą?"
"Masz chłopaka?"
Tak kurwa!
Miałam rację. Nie jestem stworzona do bycia kochaną... Chyba moim przeznaczeniem jest kochać bez wzajemności, albo kochać członków zespołów.
Nienawidzę jak mnie przytula, trzyma za ręce, kładzie głowę na moim ramieniu. Nienawidze się za to że tego nie skończę. Dam dzieciom show. (Dzisiaj niektóre osoby poprostu perfidnię się zatrzymywały i na nas patrzały... -,-)
Dwa tygodnie. Tyle nam daję. Jeśli do 17 nic się w moim toku myślenia nie zmieni, to ten dzień będzie dniem ostateczny... Three Tales of My Chemical Romance. Three Week of My Chemical Romance.
Zauważyłam komizm całej sytuacji. Błagałam wszystkie siły wyższe o My Chemical Romance. Chciałam zobaczyć ich na żywo, zdobyć autografy... No i proszę- dostałam więcej niż chciała, Mój Własny Chemiczny Romans... Mistrzostwo niedomówienia.
Boję się tego 17, ale jednocześnie nie mogę się już doczekać...
Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że to dziwne, ale już nawet wiem co powiem. Podpowiedź- My Chemical Romance- I Don't love you...
I don't love you, like I loved you yesterday.

Nuta: MCR- The Sharpest Lives
Tagi: ...
05.12.2011 o godz. 20:13

A drink for te horror that i'm in


Miałam przebłysk radości. Szłam na spacer, i nagle dostałam olśnienia. Zrozumiałam, jak wielkie mam szczęście, że ktoś mnie pokochał. Zaczęłam się z tego wszystkiego cieszyć. W sobotę Ten chłopak i Osoba przyszli do mnie. Miałam dosyć ograniczony czas, bo byłam umówiona na próbę z księdzem- mieliśmy tylko godzinę. U mnie trochę się powygłupialiśmy, zabrał mi telefon, więc byliśmy w różnych dziwnych pozycjach walcząc o niego itd. A Osoba patrzała i się śmiała. Jak już musiałam iść, odprowadzali mnie. Potem on powiedział to Osoby "zawijaj" a ona odwróciła się napięcie i odeszła. Chciałam ją zatrzymać, ale on złapał mnie za ramię i odwrócił.
-Musimy pogadać. Pewnie wiesz o co chcę zapytać.
-Domyślam się.
-Odpowiesz mi, czy mam powtórzyć pytanie?
-Zapytaj.
-Chcesz ze mną być?
-Tak.
Potem mnie przytulił, i zawołał osobę. Na jej oczach przytulił mnie ponownie, a ja stwierdziłam, że muszę iść bo się spóźnie. Podbiegł do niej i przybili piątkę, a potem odporwadzili mnie pod sam kościół. Najpierw byłam w takim szoku, że nie byłam w stanie o niczym myśleć. A jak już ochłonęłam, to przypomniała mi się Osoba, idąca za spuszczoną głową, rękoma w kieszeni... A potem dziwny uśmiech gdy przybijali piątkę... Przypomniały mi się jej słowa. "Pomagam wszystkim do okoła, tylko nie sobie". Wiem co czuła. Wiem jak musiał boleć ją fakt, że znowu uszczęśliwiła kogoś- nie siebie. Wiem jak strasznie się czuła. Do końca dnia chodziłam przybita, a jedyną rzeczą o której myślałam rano, było to żeby się jeszcze nie budzić. Żeby spać. Nie myśleć.
Nie jestem osobą do kochania. Nie umiem być kochana. Nie potrafie być wdzięczna losowi, za to co otrzymałam. Denerwują mnie smss "Dobranoc" , "wiesz że cię kocham" i "Skarbie co robisz?" . Dlaczego nie jestem tą zimną suką ktorą byłam podczas zakładania bloga? Dlaczego nie mogę poprostu do niego podejść, i powiedzieć, że go nie kocham?
Kiedyś się odważę. Napewno...

Nuta: MCR- Sleep
Tagi: ...
04.12.2011 o godz. 20:05

We found love in a hopeless place


Dużo się dzieje. Bardzo. W każdym razie dzieje się za dużo. W każdym obszarze życia.
Po pierwsze, zaczęła mi się podobać pewna Osoba, którą określać będę mianem Osoby by nie ujawniać zupełnie żadnych danych. Oczywiście Osobie podoba się ktoś zupełnie inny, ale do tego już przywykłam. Ale bardzo mnie lubi, więc chętnie spędzam z nią czas. Łatwo i miło mi się z nią rozmawia- nie tak sztywno jak z Nim. Osoba ma na mnie bardzo dobry wpływ. Za każdym razem jak tylko o niej pomyśle, automatycznie się uśmiecham. Ostatnimi czasy jest dobrą duszą mojego życia. Nie czuję do niej czegoś takiego jak do Niego. Nie potrafię nazwać swoich uczuć.
Ale to jest jeszcze mały pikuś w porównaniu z czymś innym. A mianowicie, stałam się dla kogoś "Nią". Najlepszy przyjaciel Osoby. Przychodzi do mnie na przerwach, albo prosi żebym przyszła do niego. Prawi mi komplementy, zaprasza na koncert, odprowadza pod dom, broni mnie. Robi wszystko co może żebyśmy spędzali razem więcej czasu. Jest pierwszą i jedyną osobą od której dostaje esy "dobranoc :*".
Nie kocham go. Jest miły, słodki, uroczy. Teoretycznie ideał chłopaka. Bardzo go lubie i podziwiam za to, że wogóle do mnie zagadał, że się tak stara. Ale nie kocham go. Kiedy o nim myśle, nawet się nie uśmiecham, a nie mówię już o chwilowej arytmii serca i innych rzeczach związanych z Nim. Owszem- cudownie się dogadujemy, i jest mi z nim cholernie dobrze.
Wiem jaka będzie przyszłość. Wiem, że będe musiała wybierać. Trwać w przeszłości, z Osobą której przez myśl nie przeszło że mi się podoba, albo z tym chłopakiem. I wiem co wybiorę. Nie wiem czy dobrze. Zacytuje bardzo nie dokładnie fragment Księżyca w Nowiu (nie mam teraz książki, ale jak zdobędę to poprawie) "Czasem trzeba wybrać to co dla nas lepsze". Tak, na tym wszyscy wyjdą lepiej. Ostatnia opcja. Pozostaje mieć nadzieję, że nigdy go nie zranię...
Dziwie się, że mu się spodobałam. Jestem więcznie rozczochranym, dosyć grubym (nie, nie jestem jedną z tych dramatyzujących anorektyczek. Nawet mama mówi, że jestem gruba), i zazwyczaj ubrana na czarno. Czasami wyglądam nawet ciekawie, ale to wszystko zależy od tego, jak ułożą mi się włosy. Myślałam, że nie znajdę tu nikogo komu się spodobam. Jeśli wogóle, to może gdzieś pod koniec liceum, albo jeszcze później. A tu taka niespodzianka...
Boję się o przyszłość

Nuta: Rihanna - We Found Love
Tagi: ...
30.11.2011 o godz. 06:26

Come on Angel, don't you cry!

Are you gonna be the one to save us from the black the hopeless feeling?


Z naukom powoli się staczam... Oceny coraz gorsze, w głowie coraz mniej. Zamiast się uczyć czytam jakieś durne opowiadania, albo nie robię nic. Troche mi z tym źle, ale jak popatrze na te ze zeszyty, to staję się dla siebie bardziej wyrozumiała.
Moje myśli mnie przerażają. Moje odczucia mnie przerażają... Wstydzę się o nich pisać tu, pomimo anonimowości, a o mówieniu o tym komukolwiek już nawet nie wspomnę. Poprostu przemilczę to co się ze mną dzieje.
Dzisiaj, podobnie jak nie cały rok temu, w niewyjaśnionych okolicznościach zginą telefon. Zupełnie jak mój- przed wf był, bo wf go nie było. Tyle, że wychowawca dziewczyny której ukradli fona jest na tyle zaradny, że przyszedł do naszej klasy i przeszukiwali plecaki- nie to co moja wychowawczyni -" Szkoła za telefony nie odpowiada..."
Osobą którą okradli, jest (ostanio) jedną z moich najlepszych koleżanek- spędzam z nią dużą część przerw, myśle o niej na lekcjach. Po szkole się nie spotykamy, bo mieszka poza moim miastem. Jest mądra, fajna i wogóle... Lubię ją. Bardzo. No, więc powracając do tematu- bardzo dziwnie mi się patrzało, na kogoś tak mi bliskiego, który płacze. Można wręcz powiedzieć, że czułam się źle. Takie ukucie żal, poczucie wielkiej czarnej dziury pochłaniającej wnętrzności. Tym bardziej dla tego, że nie mam talentu do pocieszania. Zupełnie nie wiem co powinnam w takich momentach robić. Na filmach zazwyczaj dziewczyny się przytulają, czy coś w tym stylu, ale to jest dziwne i pedalskie (żeby nie było- nie jestem homofobem... tak mi się napisało). Poza tym pamiętam jak ja się czułam- i bardziej miałam ochotę wszystko rozjebać, niż się tulić... Tak= ja chciałam wtedy zostać sama. Ale widocznie ona nie miała na to ochoty, bo przyszła na przerwie do mnie. No a ja oczywiście nie miałam bladego pojęcia jak mam się zachować. No przepraszam bardzo- co mam powiedzieć zapłakanej osobie na której mi zależy? Że będzie dobrze? przecież obie wiemy, że nie będzie. Że się znajdzie? To logiczne, że się nie znajdzie. Więc nie powiedziałam nic, a czarna dziura pochłaniała kolejne moje wnętrzności. Potem jakoś wkręciłyśmy się w rozmowę i inteligentnie stwierdziłam, że ten telefon i tak się nie znajdzie, bo tak samo było z moim. Przecież to jest ostatnia rzecz jaką człowiek w takiej sytuacji chce usłyszeć! Miałam ochotę zafejspalmować się na śmierć.
Inne koleżanki zarzucają mi, że ostatnio nie mam dla nich czasu, bo cały spędzam z "tą nową". No cóż- każdy wybiera to co dla niego najlepsze.

Nuta: MCR- The Sharpest Lives
Tagi: ...
24.11.2011 o godz. 17:49

Do you have the keys to the hotel?!'Cause I'm gonna string this motherfucker on fire!


Jestem na skraju załamania psychicznego, emocjonalnego i każdego innego, nawet jeżeli nie mam pojęcia o jego istnieniu.
Dwie trójki z matmy. "Nie wiem czy wiesz ale w takim tempie będziesz miałam 3 na półrocze. Ciekawe czy rodzice wiedzą." Szczerze, z całego serce tej kobiety nienawidze. A nie miałam jednego zadania! Niech to szlag! Ja i trójka na półrocze!? Przez całe życie miałam tylko raz 4 na półrocze i w dodatku z niemieckiego (czyli to się nie liczy). 3 z matmy! Łolaboga! A najgorsze jest to, że umiem to wszystko rozwiązać w zeszycie/ na tablicy/ w domu, a ze sprawdzianów dostaje 3! W akcie buntu i niezadowolenia całą godzinę przeznaczoną na poprawę tego jebanego sprawdzianu spędziłam na rysowaniu w zeszycie mojego ulubionego zespołu (swoją drogą wyszli całkiem fajnie). Przepisałam tylko to JEDNO (!) zadanie które miałam źle.
Matematyka to zło tego świata. Jeszcze zniszczyć niemiecki i będzie raj na ziemi. I powinna być ta ustawa o inteligencji. Eh.. połowa gimnazjum by zginęła.

Ps. Potrafie być miła! Podzieliłam się gumą :D

Nuta: MCR- You know what they do to guys like us in prison.
Tagi: ...
10.11.2011 o godz. 17:55
Noraa
Ludzkość jest przereklamowana
Skąd: Zadupie
O mnie: Jestem. Żyje. Słucham rocka, ostatnio głównie My Chemical Romance. Coraz częściej maluje.
statystyki
  • Czas na Bloblo: 5 dni 2 godziny 16 minut
  • Napisanych notek: 153
  • Komentował: 16 razy
  • Zebranych komentarzy: 54
  • Ostatni wpis: 05.05.12, 17:18
  • Wpis średnio co: 47 godzin
  • Profil odwiedzono: 35284 razy
  • Ilość avatarów: 10
  • Ilość zdjęć: 134
  • Ilość filmów: 0
  • Ilość logowań: 207
  • Ostatnie logowanie: 05.05.12, 17:17
  • Ostatnio odwiedzili: IMissYou, Blondie, newshit, rozkapryszonaa, elwiraaa, Maccsa, harajuku, Niedzisiejsza, fishdick, constance